
Dawno temu, siedziałam kiedyś na zajęciach u jednej psychoanalityczki i nagle zeszło na temat osób, z którymi nie powinniśmy pracować, bo na nas za mocno oddziaływują. “Ja nigdy nie biorę osób narcystycznych do terapii. Mogę pracować z borderline, mogę z głęboką depresją, ale z narcystycznymi nie jestem w stanie wytrzymać”- powiedziała prowadząca. Nie rozumiałam tego, bo to były początki mojej przygody z psychoterapią. Pomyślałam, że to niefajnie, że dyskryminuje i odmawia pomocy tej grupie pacjentów. Czy to w ogóle etyczne?
Samoświadomość terapeuty
Bardzo etyczne. Ta psychoterapeutka znała siebie i wiedziała, że nie pomoże danej osobie. Że może ma jakieś osobiste doświadczenia, które przysłonią jej obiektywizm. Albo po prostu wie, co ją eksploatuje i w ten sposób dba o swoje narzędzie pracy, czyli samą siebie. Była w tym bardzo uczciwa wobec siebie jak i wobec swoich pacjentów.
Nagonka na narcyzów
Ale jej preferencje to jedno. Mnie zastanawiało, co jest grane, że ta grupa pacjentów wzbudza takie stanowcze nie. To, co się teraz dzieje w internecie na temat narcyzmu trochę to potwierdza. Teraz narcyz to zło tego świata, przestępca, prześladowca, czarownica do spalenia na stosie i do ukamienowania. Jednak nikt oczywiście ich nie pali, bo w tym wszystkim ludzie, którzy z taką osobą żyją, boją się w ogóle odezwać, drgnąć. Więc narcystyczne osobowości chodzą sobie po tym świecie i robią, co chcą. Co w dalszym stopniu nagonkę napędza.
Trudny charakter
Na czym polega to ziarno prawdy dlaczego terapeuta może nie chcieć pracować z narcystycznym zaburzeniem osobowości? Ta nagonka nie wzięła się znikąd. W relacji z taką osobą jest trudno. Łagodnie powiedziane, jest często przemocowo. Wiedzą o tym osoby, które doświadczyły bycia obiektem manipulacji narcyza. I terapeuta też czujący człowiek. Trzeba naprawdę mieć dużą dozę życzliwości i patrzeć za horyzont, żeby wytrzymać ciągłe testowanie, dewaluowanie, przechwalanie, tłumaczenie rzeczywistości itd. Nie każdy ma tyle przestrzeni i chęci by to potem odchorowywać.
Z drugiej strony, są też terapeuci, którzy są odporni na narcyzm i mają dużo empatii dla takich osób. Trzymają bezpieczne ramy i nie dają się wciągać w gry, co potem- językiem narcystycznym- procentuje w terapii.
Po czym poznać narcystycznego pacjenta?
- Nie poznasz, bo nie przyjdzie. Nie uważa, że coś z nim nie tak. Zwykle znamy go z relacji osób pokrzywdzonych. Według nich narcyz nie ufa psychologom, obcym ludziom, którzy sami sobie ze sobą nie radzą i będą mu mówić jak ma żyć, a dodatkowo doić od niego kasę.
- Przychodzi, ale z góry zakłada, że nie dostanie nic dobrego od terapeuty.
- Przyszedł, bo to ludzie go drenują. Nie chce się zmieniać. Chce, żeby to inni się zmienili. Przyszedł po sposoby na innych. Albo bo inni zaczęli się odsuwać i szuka zwolennika by na nich popsioczyć.
- Ma dużo zawiści do terapeuty i do innych ludzi. Jest zawistny o wiedzę, o rodzinę, o życzliwość, o umiejętności. Nie chce i nie umie czerpać od terapeuty. Wie wszystko najlepiej. Gdyby się ugiął, to by obnażyło jego słabości, a on musi trzymać swój pomnik za wszelką cenę.
- Przyszedł by słuchać o sobie. „I co mi dzisiaj pani powie?” „Nic nowego mi pani nie powiedziała. Ja już to wiem.”
- Przyszedł się pochwalić. Ja chodzę do najlepszych specjalistów. Byłem u profesora. Mam kontakty. Znam dyrektora. Osiągnąłem to i tamto. (Po trupach do celu).
- Domaga się specjalnego traktowania. Są uniwersalne zasady w terapii, ale on uważa, że im nie podlega. A gdy się mu stawia granicę, to się mści.
- Chce się przypodobać i podlizuje się, ale gdzieś między wierszami czuć wrogość.
A ty jak? Masz empatię dla narcyzów?
P.S. Powyższa lista jest uproszczeniem. Treści na blogu mają charakter przemyśleń i nie zastępują profesjonalnej porady specjalisty, diagnozy i rzetelnego opisu tego skomplikowanego zaburzenia jakim jest narcystyczne zaburzenie osobowości.
Obserwuj moje media społecznościowe po więcej przemyśleń psychologicznych i inspiracji.
