Co z tymi lekami? Ostatnimi czasy temat dość kontrowersyjny. Pani Beata Pawlikowska pewnie do dziś żałuje wypowiedzenia się na ten temat i pewnie do dziś zbiera hejterskie groźby za to, że śmiała się opowiedzieć za niefarmakologicznymi metodami leczenia depresji.
Oczywiście jestem #team leki, jeśli alternatywą jest #teamnieleczęsięwwcale. Natomiast najbliższy memu sercu jest #teampsychoterapia. Według mnie leki antydepresyjne to zło konieczne i awaryjna (świetna) metoda na poddźwignięcie się do codzienności. Czemu tak uważam? Z własnego doświadczenia naturalnie. A było ono takie.
Kiedy psychiatra przepisał mi hydroksyzynę na zasypianie, byłam mu bardzo wdzięczna. W końcu mogłam przesypiać noce. Skutki uboczne nie były jakieś bardzo uciążliwe, jedynie nie mogłam się dobudzić nad ranem i okazjonalnie nachodził mnie mały zespół niespokojnych nóg. Natomiast dostałam na recepcie coś jeszcze, co mnie podjarało, ponieważ mogłam znowu poczuć się jak na amerykańskim filmie! Dostałam prozac. Bliska mi osoba prozac znała i zachwalała, co nie było bez znaczenia w moim przypadku. Podobnie mój promotor. Ten supermądry i zabawny człowiek, legenda na uczelni, uwielbiany przez swoich studentów, zachęcił mnie z własnego doświadczenia bym nie bała się sięgnąć po leki. Pomijam już jakie ważne było to dla mnie, że taki autorytet popiera leczenia, ale też uderzyło mnie, że książki naprawdę nie ocenia się po okładce. Wiecie, case obiecująca młoda kobieta i jak to, że coś jej na głowę dolega…
No ale wracając do dobrego PRu prozaca z każdej ważnej strony, czytając ulotkę Fluoksetyny- skutki uboczne- gdzieś pomiędzy wywracaniem się gałek ocznych a impotencją, natknęłam się na ‘przeciągające się mimowolne orgazmy.’ 😀 Zapowiada się ciekawie! Biorę! No więc trwało to pewnie 3 tygodnie zanim odczułam różnicę. Miałam stopniowo coraz więcej energii, wyciszyłam się, byłam spokojniejsza, odeszły zdołowane klimaty. No super sprawa! No ale nie tak do końca super… Po kilku miesiącach zaczęło mi trochę przeszkadzać, że żyję jak robot. Nigdy nie jestem naprawdę zła, naprawdę smutna, ani też naprawdę soczyście radosna, ani zaciekawiona. Jestem po prostu tak wygodnie neutralna. Żadnych wzlotów i upadków, żadnych drgań na kardiografie, null, nada. Tylko jedyna jednostajna neutralna emocja- comfortably numb (Pink Floyd). Miałam paletę emocji ameby. Co to za życie. Sprawie nie pomagał fakt, że imprezy zakrapiane alkoholem mi odpadały. Tak mnie naszło : może powinnam zmienić leki? No ale w sumie po nich nie czułam się jakoś bardzo źle. Czasem kręciło mi się w głowie, Raz na lekcji z moim uczniem zaczęło mnie ogarniać jakieś dziwne uczucie. Mrowienie w okolicy miednicy, nasilające się i nasilające, wierciłam się na tym krześle, by nie dać po sobie poznać co tu się odstawia! Cóż, mogę sobie wyobrazić lepszy kontekst na mimowolny długi orgazm niż lekcja z 13latkiem ;-/
Nadszedł czas kwalifikacji do psychoterapii. Brałam już leki od 6 miesięcy. To, co usłyszałam od psychologa bardzo mi wtedy było potrzebne. “Wskazane jest by Pani schodziła z leków na czas psychoterapii. W przeciwnym razie nie przyniesie ona optymalnych efektów” Pomyśłałam: Yes! Dobrze, z miłą chęcią! Powiedziałam i poczułam: OK. Bałam się co prawda, że jak odstawię fluoksetynę, to znowu się zapadnę jak ziemia w Trzebini, ale z drugiej strony byłam już pod opieką. Jeśli coś miało się wydarzyć, to psychoterapeuci mnie ogarną. Jeden z nich z resztą był psychiatrą z wykształcenia. Stoicko cieszyłam się, że będą się dziać operacje na żywym mięsie, a nie na przytłumionych pseudoreakcjach. Leki sprowadzają się do leczenia symptomów, natomiast przyczyny hulają sobie w najlepsze, demony czekają w ukryciu kiedy będą mogły znowu wyleźć. Są nawet psychoterapeuci, którzy mają zasadę, że nie pracują z pacjentami na lekach.
A więc zło konieczne. Jeśli leki sprawią, że czyjeś życie zostanie ocalone, to mi już wystarcza. Jeśli nie mamy w tym momencie siły, tabletki nas uratują. Natomiast warto oceniać swój stan i podjąć świadomą decyzję czy chcemy zawalczyć o coś więcej. Czy ta wersja Ciebie po lekach to jest to, czego chcesz? Jak np. moja przyjaciółka, która bierze antydepresanty, bo się po nich dobrze czuje. Koniec kropka.
A jakie są wasze doświadczenia z lekami? Czy biorąc leki mieliście szansę na głeboki proces w psychoterapii? Czy jesteście zadowoleni z efektów? Dajcie znać w komentarzach <3
Jeśli podoba Ci się to, co piszę, zajrzyj też na mój facebookowy profil i zaobserwuj by być na bieżąco. To pomaga mi w dotarciu do innych osób i wzmacnia moją motywację 🙂
