Rób, co musisz.
Przychodzą takie momenty w depresji i w lęku, że musimy coś załatwić. A właściwie na tym polega życie… Choćbym się chciała skryć pod kocykiem i hibernować w nieskończoność, to często się tak nie da. Niezałatwione sprawy się po mnie zgłoszą. W ostatnim możliwym terminie, ale jednak. Jakaś resztka mojego instynktu samozachowawczego każe mi ogarniać to, co najważniejsze. Bo jak sobie wyobrażę konsekwencje zawalonych studiów albo zwolnienia z pracy, to ogarnia mnie jeszcze większy lęk.
Ale zaraz, czemu ja właściwie o takich sprawach, że się tak wyrażę 'życia i śmierci,’ skoro owa sterta spraw to typowo zakupy, czyjeś urodziny, urzędowe sprawy i takie tam zwykłe wizyty u lekarza. Dla Ciebie zwykłe, a ja przeżywam odkąd zdam sobie sprawę, że trzeba to zrobić. I noszę w głowie, nadmuchuję, pompuję, codziennie, pieczołowicie i starannie aż potwór jest tak wielki, że spycha mnie w kąt.
Lęk społeczny
I wiecie. Nie zawsze w sklepie są samoobsługowe kasy. Nie wszystko da się załatwić online. Bezstykowo, bezkontaktowo z drugim człowiekiem. I to mnie przeraża.

Boję się, że się skompromituję. Że inni zobaczą mój drżący policzek w momencie gdy usiłuję podnieść wzrok z chodnika. Zdemaskują mnie, kiedy podając pieniądze zrobię to drżącą dłonią. Krzywo się popatrzą gdy się zatnę i nie wysłowię dobrze za pierwszym razem. I wiecie co. Jak to piszę, to lęk mnie już powoli zalewa… Fobia społeczna została mi do dziś. Już lepiej sobie z nią radzę, ale jako osoba introwertyczna i nieśmiała, podejrzewam, że nigdy nie będę miała upragnionego luzu w kontakcie z drugim człowiekiem.
Bój się i rób
O co mi chodzi z tym obrazkiem. Na pewno nie o to, by udawać szczęście, zadowolenie, zaprzeczać swoim uczuciom. Nie o to by nakładać maski i robić dobrą minę do złej gry. Tu chodzi o to, by WYJŚĆ. Tylko tyle i aż tyle. Wyjdę raz, a potem kolejny i kolejny, i kolejny. Aż pewnego dnia wyjdę z lęku i depresji. Pewna terapeutka powiedziała mi, bym przestała myśleć o rzeczach, które mam do zrobienia. Czy mi sprawiają przyjemność, czy mnie przerażają, czy co tam jeszcze. Zaleciła mi, by robić je mimo wszystko, bez oczekiwań. Nie oceniać jak mi poszło. Czy mi wyszło, czy mi się podobało. Po prostu robić. Bo depresja nie lubi aktywności… To były ważne słowa. Ale musiałam być na nie gotowa. To nie jest standardowa dorada w stylu „ogarnij się idź pobiegać.” Do tego trzeba gotowości. Zaufania terapeucie i decyzji, że robię kolejny krok. Ten krok nigdy nie będzie wygodny. Jeśli czekasz na moment, aż przestaniesz się bać, to rozczaruję Cię- on nigdy nie nadejdzie. Po pierwsze primo, ten lęk mija z praktyką i oswojeniem. A po drugie primo, ten lęk mija z praktyką i oswojeniem. Tak- bój się i rób.
Odpuść sobie
A na koniec taka przewrotność. Od zawsze słyszałam od innych, że jestem taka odważna i pewna siebie. Akurat lubiłam to słyszeć. Nawet mnie to trochę bawi- Oscar dla mnie! Jak to śpiewał Freddie Mercury- I am the great pretender. Ale to tylko potwierdza, że to, czego się boję, że zobaczą te drżące ręce, policzki i głos, to wytwór mojej bujnej wyobraźni mający małe potwierdzenie w rzeczywistości. Tak czy siak, teraz mam to trochę w dupie co ludzie powiedzą. Po pierwsze mają swoje życie. Po drugie, mają swoje życie. A po trzecie, i co z tego, że mi się głos trzęsie. To jestem prawdziwa ja. Czas okazać swojej lękowej części trochę współczucia i czułości.
Ściskam wszystkich, którzy byli dziś odważni i autentyczni. A teraz muszę wyjść.
Jeśli podoba Ci się to, co piszę, zajrzyj też na mój facebookowy profil i zaobserwuj by być na bieżąco. To pomaga mi w dotarciu do innych osób i bardzo wzmacnia moją motywację 🙂
