Nowe doświadczenie: wizyta u psychiatry

Na szczęście na dnie

Przychodzi taki moment w życiu pacjenta, że już jest tak źle, że gorzej być nie może. To jest właśnie zbawienny moment u pacjentów z depresją, bo dopiero jak człowiek sięga dna, to jest w stanie się zgłosić po pomoc. Wcześniej można tak egzystować na rezerwie bardzo długo. Jedni są silni, inni topią smutki, jeszcze inni ledwo ciągną, bo nie umieją inaczej- aż w końcu zdrowie zaczyna się sypać, ludzie zaczynają się odsuwać i docieramy do ściany. Przynajmniej większość tak ma. I tego życzę wszystkim z kłopotami psychicznymi, którzy na co dzień za mało cierpią i nie szukają pomocy. Ja to bym chciała, żeby każdy zgłaszał się po pomoc i walczył o szczęście. No ale jak to wyglądało u mnie.

Motywacja-racjonalizacja

Nasilające się objawy skłoniły mnie do zadzwonienia do mamy. Nie miałam już siły żyć i musiałam o tym komuś powiedzieć. Ona oczywiście zmartwiona, ale przeszła do działania i mając doświadczenie w temacie, namawiała mnie na wizytę u psychiatry.  Chodziło o jakieś środki nasenne, żebym sobie trochę ulżyła. Jestem jej za to bardzo wdzięczna! Chociaż nie trzeba było mnie długo przekonywać. Wiecie dlaczego? Potraktowałam to jako nowe doświadczenie. A próbowanie nowych rzeczy, jeszcze jak się miało 25 lat, to był mój konik. Takie jakby egzotyczne, tajemnicze doświadczenie, znane tylko z filmów i z wyobrażeń o szpitalach psychiatrycznych. Mój własny lot nad kukułczym gniazdem. Coś obcego. Byłam zwyczajnie ciekawa. W tym moim smutnym i jednostajnym życiu sprzed wizyty u psychiatry pojawiła się w końcu jakaś ekscytacja. Oznaka życia. 

Wizyta

No i umówiłam się. Nie trzeba mieć skierowania. Kolejki krótkie (kilkanaście lat temu). Wyobrażałam sobie, że w poczekalni będę z osobami, które walą głową w ścianę. Ja wtedy nie miałam zielonego pojęcia jak to wszystko wygląda. Nie to, co teraz. Świadomość depresji i zdrowia psychicznego w ogóle jest teraz 100 razy większa. Ale do meritum. Surprise, surprise, w poczekalni siedziały zwykłe osoby, w tym ja. Weszłam do gabinetu i miałam odpowiedzieć na pytania w stylu jaki mamy rok, dzień, jak się nazywam, kto jest prezydentem. No dobra, chyba zdałam. Potem miałam powiedzieć co mnie sprowadza. To ten moment, który najbardziej wszystkich przeraża. Boją się co lekarz o nich pomyśli, trudno im się otworzyć przed obcą osobą. U mnie to poszło. Przez lata miałam wyjątkową zdolność odcinania się od swoich uczuć, od wstydu. Dopiero niedawno zaczęłam się na przykład trochę krępować u ginekologa. Dotychczas potrafiłam się odciąć i niejako zostawić siebie obok na takiej wizycie. Ściągam majtki i obca osoba ogląda moje najintymniejsze miejsca.

Ale wracając do pana psychiatry. Zakręciłam kurek z czuciem i na zimno, z dystansem wyrecytowałam bez problemu dwie dojmujące kwestie. Bezsenność i nieumiejętność cieszenia się z różnych moich osiągnięć. Jak pilna uczennica, przygotowałam się do wizyty i przyszłam ze swoją własną diagnozą- oznajmiłam lekarzowi, że chyba mam CHAD. Wyśmiał mnie, uspokoił i zalecił już nigdy nie diagnozować się w internecie. Miał pewne podejrzenia, ale skierował mnie na ocenę psychologiczną. Dodatkowo dostałam skierowanie na psychoterapię indywidualną i grupową (wooah, to dopiero nowe doświadczenie. Jak na filmach. “Cześć, nazywam się X i mam depresję”). Bardzo lobbował za tą grupową. Namawiał mnie, że w moim przypadku zmiany będą głębsze, a komfort życia się znacznie poprawi. Słowa mają moc. Tym komfortem mnie już kupił. No i oczywiście przepisał leki. Dostałam m. in. prozac (znowu jak na filmach!). Jak mnie trochę poznacie, to zobaczycie, że ja z filmami mam uczynione. One odgrywają szczególną rolę w moim życiu). I tak to wyglądało. Wizyta trwała może 30 minut.

Two creepy

U psychiatry byłam w życiu dwa razy. Zachęcona pozytywnym doświadczeniem, kilka lat później, zgłosiłam się do sieciówki wśród przychodni. Tym razem potrzebowałam czegoś na ciągły lęk, który odczuwałam. Chciałam też dopytać o ewentualną ciążę jakbym psychotropy brała. Weszłam do gabinetu i zobaczyłam siedzącą w półmroku za biurkiem panią doktor. Miała włosy jak Młody Einstein, zmęczone , puste oczy i cała drgała niczym osoba chora na Parkinsona. Trochę klimat jak z horroru. Zastanawiałam się która z nas jest w gorszej kondycji… Wywiad był krótki, dziwny. Pani doktor stwierdziła, że nie ma przeciwwskazań co do wczesnej ciąży. Czyżby? Po 10 minutach już byłam w drodze do domu. Ten film mnie nie porwał. Nie zaufałam.

Jeśli podoba Ci się to, co piszę, zajrzyj też na mój facebookowy profil i zaobserwuj by być na bieżąco. To pomaga mi w dotarciu do innych osób i wzmacnia moją motywację 🙂  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Spokój po depresji
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.