“Mam depresję”- co za wyświechtana fraza. Na każdym kroku ją słyszę. I bynajmniej nie dlatego, że obracam się w kręgu samych chorych osób. W języku potocznym, mam wrażenie, że każdy gorszy dzień jest chętnie przedstawiany jako depresja. Nie, nie masz, człowieku, depresji. Z resztą nie wiem jak Wam, ale mi się jednak wydaje, że jak ktoś na depresję zachoruje, to trochę to trwa nim się zorientuje czemu nagle zamiast krwi w żyłach krąży mu smoła, czemu ciało staje się zadżumione, nic nie ma sensu itp. No ale jest jak jest. Lubimy sobie trochę powyolbrzymiać, podramatyzować. A może nawet jest tak, że te osoby faktycznie myślą, że na tym polega ta choroba? No i to jest kłopot. Kłopot dla nas wszystkich chorych, bo potem musimy wysłuchiwać świetnych rad typu: “Uszy do góry. Weź się w garść.” Problem w tym, że to poważna choroba i dobrze byłoby jej nie bagatelizować i nie sprowadzać do chwilowego złego nastroju.
Dobrze, jak już wylałam swój dzisiejszy jad i się wynarzekałam na to “bezmyślne społeczeństwo, które tak nieadekwatnie nadużywa tej jednostki chorobowej” (ohohoho), czas wrzucić na luz i przejść do rzeczy.
Skąd mam wiedzieć, że mam depresję? Proste, psy- Ci powiedzą. Tak, psy, są świetne w wyczuwaniu nastroju i w Wigilię faktycznie możesz na nie liczyć. Prawdę Ci powiedzą. Żarcik wysokich lotów- check! Psy- (dokończ dowolnie -chiatra, -cholog, -choterapeuta). Polecam zawsze z nimi sprawdzić swoją autodiagnozę z internetu, gdyż ja i moja choroba afektywna-dwubiegunowa została przez pana psychiatrę delikatnie wyszydzona 😉
No to poleciłam specjalistów, to teraz można się autodiagnozować. Jak wyglądają kryteria zaburzenia depresyjnego? Według amerykańskiego towarzystwa psychiatrycznego w ciągu 2 tygodni, ma wystąpić 5 lub więcej poniższych objawów, w tym obowiązkowo przynajmniej jeden z dwóch pierwszych. I jest to zmiana w stosunku do tego, co działo się przed tym okresem. Mnie te dwa tygodnie wydają się krótkie i ja akurat czekałam kilka miesięcy aż dotarło do mnie, że coś niehalo..
We wszystkich tych kryteriach zwykle zmianę zauważa nie tylko chory, ale i otoczenie. Ciekawe, że moje otoczenie wiedziało swoje, ale milczało. Pamiętam jak moja bliska koleżanka i współlokatorka powiedziała do mnie, że nie wie jak ja mogłam tak funkcjonować… Szkoda, że mi wcześniej nie powiedziała o tym.
W tych kryteriach ważna jest też ilość. Występują one większość czasu. Jeśli raz zdarzyło Ci się wybierać 10 minut potrawę z Menu w restauracji – to nie to.
- Przeważa depresyjny nastrój- smutek, bezsens, pustka, płaczliwość
- Brak zainteresowania i przyjemności z większości aktywności, szczególnie tych, które wcześniej z reguły były dla nas ciekawe.
- Bezsenność lub nadmierna senność.
- Znacząca utrata wagi lub przybieranie na wadze.
- Pobudzenie lub spowolnienie w myśleniu lub zachowaniu.
- Zmęczenie, brak energii.
- Nadmierne poczucie winy lub uczucie, że nie jestem nic wart.
- Duże niezdecydowanie. Pogorszona koncentracja, myślenie.
- Myśli o śmierci, plany samobójcze, próby samobójcze.
(Jeśli o mnie chodzi, to ominęła mnie wątpliwa przyjemność z numeru 4. Cała reszta jest mi znana.)
Ten system diagnostyczny podaje również, że objawy te powodują cierpienie lub pogorszone funkcjonowanie w życiu społecznym, zawodowym. Co to oznacza? Na przykład ja ledwo chodziłam do pracy- na oparach. Zawalałam tą pracę. Ile razy użyłam wymówki, że “tramwaj zasypało,” ażeby usprawiedliwić nieprzyjście do pracy to moje. Musiałam wziąć urlop zdrowotny na studiach, ponieważ nie byłam w stanie ich skończyć. A funkcjonowanie społeczne? Cóż, oddalałam się i oddalałam…
Warto też pamiętać, że niektóre choroby organiczne lub leki mogą powodować powyższe objawy. Albo także najnormalniejsza w świecie żałoba. Dlatego też po swoją diagnozę zgłoś się Czytelniku do specjalisty <3
Źródło: DSM-5 bez tajemnic J. Morrison
Jeśli podoba Ci się to, co piszę, zajrzyj też na mój facebookowy profil i zaobserwuj by być na bieżąco. To pomaga mi w dotarciu do innych osób i wzmacnia moją motywację 🙂
