“Niby nic, a tak to się zaczęło. Niby nic, zwyczajne chrap, chrap, chrap.” Tym intrygującym i inteligentnym wstępem chcę Cię zachęcić do przeczytania wpisu o roli bezsenności w depresji. [“Niech ktoś jej powie, żeby przestała, bo zaraz odwrotny skutek osiągnie!!”]. Oh well, od czegoś trzeba zacząć. I nie, nie było to moim zamysłem by kogokolwiek tutaj zanudzić i uśpić, jednakże, jeśli mi się to uda, to poniekąd mój… sukces (?).
Znacie filozofię szukania pozytywów we wszystkim? No to, hmm, wrzućmy brak snu na tapetę. Mam! Faithless ma genialny kawałek Insomnia! I to by było na tyle… Nie no, w końcu gdyby nie bezsenność, to nigdy nie odkryłabym, że mam depresję. Jestem wdzięczna. There, you have it.
No ale na poważnie. Dużo bym dała 13 lat temu, żeby czyjś wpis blogowy mnie uśpił. Wyobraźcie sobie (a może już to znacie, skoro trafiliście na moją stronę), że nie możecie zasnąć. Godziny mijają, męczycie się, jest już ta czwarta nad ranem, a tu ani sen nie przychodzi, ani nikt Was nie odwiedza. Wiecie, że jutro będziecie jak zombie i świadomość kurczącego się czasu jaki pozostał na zaśnięcie Was spina dodatkowo. Współlokatorzy dawno już śpią. W bloku naprzeciwko świeci się jedno okno. I zaraz stanie się najgorszy moment z możliwych- zacznie świtać. Bure niebo napawa człowieka takim dziwnym dyskomfortem, co ja gadam, lękiem! To zwykły lęk, ale jeszcze wtedy tego nie wiedziałam. Więc dyskomfort. Nie mam wcale jakichś wielkich stresów jutro, ot zwykły dzień mnie czeka. Nie mam gonitwy myśli, problemów, które nie dają zasnąć (nie trzymam też kredensu)- nie rozumiem tego. Co to ma być? I jutro znowu historia się powtórzy. I nagle mija miesiąc odkąd przespałam noc. W dzień leci kawa za kawą. W sumie energy drinki stawiają na nogi skuteczniej. Na każdy dzień mam zapas kilku puszek z Biedronki. Samo zdrowie… A w nocy? Coś trzeba zrobić. Tak dalej nie może być. Już pomijam barany, wietrzenie, brak niebieskiego światła, bla bla bla, sranie w banie. Próbuję z piwem. Działa. Zasnęłam. Po tygodniu myślę: “Ale serio, mam pić codziennie piwo na noc? To jest chore.” Próbuję więc z jointami. (Rozsądek się popisał.) Po nich dopiero robię się senna. Oglądam South Park i odpływam. Już nic nie myślę, nic nie czuję, otuliło mnie wyczekane otępienie. I tak co noc. Ale serio mam palić gandzię na sen? To ma być używka dla ludzi, dla rozrywki, z innymi, żeby się dobrze bawić, a nie żeby walić sobie obuchem w głowę aż osiągnę stan warzywa. Z resztą nie mam na tyle nerwów na szukanie dojść jak ją zdobyć. Aż taki zajzajer nie jestem. Nie mam też tyle kasy… Wchodzą więc dopalacze (wiem, wiem, bez komentarza) i jakieś mieszanki się reklamują, że mają podobne działanie do marihuany. Jeszcze wtedy było to zupełnie legalne. No to cóż, “na bezrybiu i rak ryba” jak to mówią. Ale po czasie to już też nie działa. No więc piwo plus joint. Ok, jestem uratowana. Współlokatorzy nic nie mówią. Nic nie podejrzewają. Ja tak sobie funkcjonuję na rezerwie aż w końcu mój mroczny sekret rzuca się także na dzień. Już nie odstawiam patologii w nocy, ale też w ciągu dnia. Ale o tym kiedy indziej. Wróćmy do bezsenności. Na deser tego wspaniałego rytuału mam zawsze ‘ciepłe’ myśli dla siebie. “Ale jesteś głupia. Coś z tobą nie tak.. Nie umiesz spać jak inni.” Zawsze można na mnie liczyć.
No cóż. A ile tak ciągnęłam, zapytasz. Niestety za długo. Kilka miesięcy minęło zanim poszłam po rozum do głowy. Choć teraz wolałabym życzliwiej napisać “zanim się sobą zajęłam.” Całe szczęście, że nie wpadłam w jakieś uzależnienie.
O bezsenności mówi się jeśli występuje minimum 3 razy w tygodniu i trwa 3 miesiące. Jest to też jeden z najczęstszych sygnałów zwiastujących zaburzenia psychiczne. Ja tu głownie o depresji, ale przecież występuje też w zaburzeniach lękowych (też mam, a co!), schizofrenii, chorobie afektywnej dwubiegunowej itp. Jest to blog amatorski, więc nie będę wypływać tu na profesjonalne wody, ale jeśli też doświadczasz bezsenności, to wiedz, że Cię rozumiem i tak nie musi być. I podkreślam też, możesz cierpieć na bezsenność po prostu, nie ma się co doszukiwać drugiego dna w postaci zaburzeń psychicznych.
Wszelkie zalecenia dotyczące higieny snu uważam, że wymiękają przy kalibrze depresji. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie miał w ręce artykułu: 10 sposobów na bezsenność i zarzekał się, że od teraz wyniesie z sypialni telewizor. Aczkolwiek warto sobie je wypróbować. Zawsze to jakaś sprawczość i poczucie kontroli nad sytuacją. Coś robię, żeby było mi lepiej. To daje nadzieję. No i oczywiście nie przeczę, zdrowy człowiek odczuje różnicę po nocy w świeżym, maksymalnie zaciemnionym pokoju. Dobre rzeczy w gruncie rzeczy.
Ale do brzegu. Co mi w końcu pomogło? Wizyta u psychiatry i leki nasenne. Dostałam hydroksyzynę, ćwiartkę tabletki- moje wybawienie. Przespałam całą noc, a nawet nad ranem ciężko mi było się dobudzić. Nieidealne rozwiązanie, ale to mi wystarczyło by w miarę funkcjonować za dnia.
A u Was jak wyglądają noce? Dajcie znać w komentarzu jakie są wasze doświadczenia w tym temacie. Może ktoś z was doświadcza nadmiernej senności, która również jest kryterium depresji? Ściskam mocno tych niewyspanych <3
Jeśli podoba Ci się to, co piszę, zajrzyj też na mój facebookowy profil i zaobserwuj by być na bieżąco. To pomaga mi w dotarciu do innych osób i wzmacnia moją motywację 🙂
