
Jesteś mamą 3-latka i dramat z wrzaskiem to obowiązkowy element twojej codzienności? Czytaj do końca, żeby zobaczyć co dokładnie ugasiło mój wczorajszy pożar z rozstrojonym maluchem.
Zaczyna się
Wczoraj idę sobie do pokoju po kolacji i nagle słyszę, że się zaczyna. Godzilla nie powstydziłaby się takiego ryku jak ten, gdy moja córka wściekła się, bo ona chce ćwiczyć z mamą, a nie z tatą! I koniec! Ma być mama!- mam ochotę więc po cichutku zawrócić i przeczekać ten dramat, a tata niech sobie radzi. Wybieram jednak właściwie i idę do nich, bo dla całej naszej przebodźcowanej rodziny byłoby najlepiej gdyby ten krzyk ucichł jak najszybciej, a nam nie pękły głowy. Co tu robić?
Błędy, które popełniasz, gdy dziecko ma histerię
Sprzedam Wam sposoby, które na pewno NIE DZIAŁAJĄ. Nie dziękujcie, bo jestem przekonana, że już próbowaliście i znacie ten repertuar.
Racjonalnie tłumaczysz
To, co robił wczoraj Tata, czyli racjonalne tłumaczenie: „Dzisiaj ćwiczysz z tatą. Z mamą będziesz ćwiczyć jutro i pojutrze, a dzisiaj z tatą.” Pudło. Dziecko to nie dorosły. Mała dalej płacze i się rozkręca. I jeśli powtórzysz to jeszcze 4 razy, to i tak nie zadziała.
Ulegasz
Mama przychodzi i spełnia zachciankę dziecka, żeby tylko się w końcu przym… uspokoiło.
No przyznajcie, że to krótkowzroczne rozwiązanie, przez które ugrzęznę na dobre w obowiązkach domowo-wychowawczych, bo młoda już zawsze będzie chciała tylko ze mną. Nie mówiąc o tym, że pielęgnuję wtedy przekaz, że ona rządzi w tym domu. Brak granic równa się lęk w dorosłości, no z gruntu złe, bardzo złe rozwiązanie.
Kij i marchewka
Mówimy jej, że jak przestanie krzyczeć, to dostanie w nagrodę coś. Albo jak nie przestanie krzyczeć, to za karę nie obejrzy bajki. No możliwe, że zadziała objawowo, ale popchnie ją w kierunku dorastającego wytresowanego robota. Zrób to, będzie nagroda. Nie rób tego, bo kara. Nie ma człowieka, nie ma jego potrzeb i uczuć, nie ma motywacji wewnętrznej (czyli tej dzięki której człowiekowi się chce żyć i coś robić), no bieda.
Na krzyk odpowiadasz krzykiem
Krzyczymy na nią. Tracimy cierpliwość i trzeba zastraszyć to dziecko. „Nie wolno krzyczeć”- wykrzyczane przez jednego z rodziców… Taka hipokryzja… Tak, wiem, rozkręcam się. Coraz to gorsze rozwiązania, zmierzamy już prosto w kierunku przemocy. Każdemu się zdarzyło, ale jednak wypada rodzicowi większość czasu panować nad sobą i spuścić powietrze jakoś inaczej. W przeciwnym razie dziecko zachowuje się dobrze, bo ma generała nad sobą i żyje w ciągłym napięciu i lęku. Rodzic nie ma autorytetu, dziecko słucha się go tylko dlatego, bo jest groźny.
Taki absurd, że nawet nie wiem jak go nazwać
A teraz jeszcze taki pato-twist. „Przestań krzyczeć. O wszystko tak musisz wrzeszczeć? To nie problem. Już lepiej karaj nas ciszą. Obraź się.” No cóż, każdy czasem gada głupoty, czego się nie robi dla świętego spokoju. Ten pomysł zasługuje na facepalm. Polecanie dziecku toksycznej biernej agresji to nie ta droga.
Wywołujesz poczucie winy
„Jak to tak? Nie chcesz z tatą? Tacie będzie przykro. Smutno mu będzie”. No to też jest złe, bo nagle tato w tej całej sytuacji staje się zranionym dzieckiem i mała musi dbać o jego dorosłe emocje, kiedy to sama nie ogarnia swoich nawet w 5%. Nie obwiniamy dziecka. Można pokazać, że tacie będzie przykro, jak go córka walnie albo inaczej skrzywdzi. Ale jak nie chce z nim aktualnie przebywać, to ma do tego prawo i nie ma co od dziecka wymagać, że będzie się troszczyło o emocje dorosłych.
Dobry sposób na histerię: odzwierciedlasz, jesteś, przytulasz
No i teraz uwaga, uwaga, rozwiązanie, po którym córka odwróciła się z powrotem do taty i pobiegła do niego dalej ćwiczyć już spokojna.
„Co się dzieje kochanie? Jest ci smutno i przykro, bo dzisiaj wolisz ćwiczyć z mamą, a nie z tatą, prawda?”
Kiwa głową i już płacz cichnie. To jest odzwierciedlanie. Dziecko nie umie nazwać swoich emocji i potrzebuje tego od ciebie.
„Chodź się do mnie przytul. Już dobrze. Rozumiem cię. Też bym się smuciła na twoim miejscu. Czekałaś na mamę, wolisz dzisiaj z mamą, a tu niestety jest tata. Jesteś rozczarowana. Nie zawsze mamy, to co akurat chcemy. Ale jutro razem poćwiczymy”
Kiwa głową dalej, czuje się zrozumiana. I wtedy odwraca się i leci na ćwiczenia do taty. Voila.
Kryzys zażegnany
Całe rozbrojenie bomby zajęło jakieś 1,5 minuty. Przytuliłam, nazwałam emocje, wczułam się w jej buty, postawiłam spokojną granicę. Dzieci nie umieją w emocje. Jest wybuch wulkanu i lawa się wylewa w niekontrolowany sposób. Dopiero rodzic musi to wszystko jakoś uporzadkować. Bez umniejszania, że to żaden problem płakać z powodu ćwiczeń albo, nie wiem, kształtu pokrojonego jabłka (true story). Bo dla dziecka to JEST problem. I dopóki nie nauczy się regulować emocji od rodzica, to życie będzie pasmem takich dramatów, końców świata i mórz łez. Następnym razem jak się maluch wścieknie o kolor kredki wyobraź sobie, że właśnie następuje zalew emocji i uratuj to dziecko. Ponazywaj mu to, przytul, niech udzieli mu się twój spokój.
A jak tam u Was? Wasze dzieci wybuchają? Czy Wy razem z nimi?
Obserwuj moje media społecznościowe po więcej przemyśleń psychologicznych i inspiracji.
