Masz może coś takiego charakterystycznego w swoim wyglądzie, co jest chętnie komentowane przez innych ludzi? Idziesz sobie przez życie, lata mijają i regularnie słyszysz tą samą historię na swój temat? Poznajesz nowych ludzi i masz jak w banku, że leci w twoją stronę: „Aleś ty chuda! Skóra i kości”, „Ooo, jaka ty wysoka!”, „Ty zawsze taka blada?” itd? Żeby to jeszcze były komplementy, ale koło komplementu to nawet nigdy nie leżało… Sama nie wiem jak to nazwać. To są takie powiedziane (chyba) bezmyślnie jakieś randomowe teksty, żeby podtrzymać rozmowę? Wyrazić troskę? Ktoś zauważył czym się wyróżniasz i musiał to ogłosić. Musiał ci na to zwrócić uwagę, bo może jeszcze o tym nie wiesz. Pal licho, że słyszałaś to już 145 razy. No to dla mnie taką charakterystyczną cechą, która krzyczy do innych by się wypowiedzieli jest moja mina.
Uśmiechnij się!
Ja powiem tak, zawsze nienawidziłam tego typu komentarzy. Nóż mi się w kieszeni otwierał gdy komentowano mój wyraz twarzy. Nabawiłam się z tego powodu ogromnych kompleksów i do teraz łapię się na tym, że w słabszy dzień wstydzę się jak wyglądam.
„Co jesteś taka smutna?”
„Pani to się czasem uśmiecha?”
„Uszy do góry! Będzie dobrze!”
„Co ty taka poważna?”
„Jakaś taka zaspana jesteś zawsze w tej pracy”
„Nie ma w tobie życia”
„Ale ty jesteś zblazowana”
„Tamta z tej klasy to patrzy na wszystkich z góry, uważa się za nie wiadomo kogo”
„Córka jest taka arogancka” pozdrawiam nauczycieli, którzy tak o mnie wiecznie gadali do mojej mamy.
I na koniec „Przymulasta- pasuje to do ciebie” Pozdrawiam serdecznie dziarską Dagmarę z kolonii, która nadała mi tą życzliwą ksywkę…
No więc to jest moje osobiste pole minowe i kiedy słyszę któryś z tych tekstów wewnętrznie nastepuje we mnie eksplozja. Dostaję szału, w kieszeni otwiera się nóż i cóż, jestem już po prostu wku**wiona. Ale jako, że żyję w społeczeństwie, to się hamuję i staram zlewać temat.
Rodzina Addamsów
Bardzo długo zajęła mi akceptacja tego jak wyglądam i że na mojej twarzy wyrysowane są wszystkie trudne emocje mojego życia. W mojej rodzinie powtarzało się, że my tak mamy, mamy wredne gęby i tak już jest. Trzeba żuć gumę, bo wtedy rozluźnią nam się szczęki i nie widać tej strasznej miny… No dobra, rodziny się nie wybiera. Pocieszają jak umieją. Ale tak na serio, nie jest to fajne odstraszać ludzi swoim wyglądem. Kiedy słyszę te komentarze od razu zastanawiam się co ze mną nie tak. Poza tym zwykle, gdy to słyszę mam humor neutralny i spokojny. I nie znoszę tego tłumaczyć, że tak mam i wszystko jest ok.
Resting bitchface syndrome
Kiedyś jak balsam na ranę ukoił mnie fakt, że istnieje syndrom „resting bitchface.” Tak zwana mina zołzy, która tak się składa jest też neutralną miną danej kobiety. Zobaczyłam, że jest nas więcej i trochę odetchnęłam. Ale tak naprawdę naprawdę odetchnęłam, gdy na terapii usłyszałam od terapeuty, że jaką niby miałam mieć minę w szkole jeśli moje życie akurat się rozpadało i zwyczajnie cierpiałam. Kto miałby w mojej sytuacji ochotę na uśmiech? To mnie bardzo rozczuliło i poczułam się w końcu zaakceptowana. Przyjęta taka, jaka jestem. Lecz niestety w społeczeństwie mało kto jest terapeutą i tym bardziej mało kto zna moją historię. Mało kto jest też emocjonalnie inteligentny. Za to wiele osób bywa troskliwych i rozumiem, że niepokoi ich fakt mojego niezadowolenia. Odrobinę to łagodzi moje przewrażliwione reakcje, lecz niewiele.
Co zrobisz, buta nie zjesz
I tak teraz noszę swoją historię wypisaną na twarzy. Ludzie myślą, że się wywyższam, a to po prostu ślad po bólu. Czytałam kiedyś o takim ćwiczeniu, by ustawić swoje niekorzystne zdjęcie i patrzeć na nie dopóki nie osiągnie się akceptacji. Że jestem jaka jestem i inna nie będę. Mogę się albo z tym dalej boksować, albo zrzucić to z siebie. A czy ty masz swój czuły punkt? Jak sobie z nim radzisz? Napisz, chętnie poczytam w komentarzach.
Jeśli podoba Ci się to, co piszę, zajrzyj też na mój facebookowy profil i zaobserwuj by być na bieżąco. To pomaga mi w dotarciu do innych osób i wzmacnia moją motywację 🙂
